
Jak zapowiadałem w pierwszej notce, rozprawię się teraz z Victorem Langiem. A ściślej, to chodzi mi o różne kreacje tych samych aktorów w różnych serialach.
Największy szok doznałem przy oglądaniu Aniołów w Ameryce, które miałem zaszczyt obejrzeć dopiero po skończeniu trzech sezonów Weeds. I jakież było moje zdumienie, kiedy ujrzałem tam głównych bohaterów Weeds właśnie – Nancy i Andiego Botwinów. I kiedy Mary-Louise Parker wygląda i zachowuje się zawsze tak samo – jakby była naćpana (więc do roli dilerki albo chorej psychicznie idealnie), to Andy Botwin nagle przemienił się z glupiego wujaszka dyskutującego o nazwie miejsca między dupą a jajami w konającego na AIDS Priora Waltera, mesjasza. Powiem szczerze, do ich nowych ról przyzwyczaiłem się po piątym odcinku. Seria ma sześć.
Kolejny przypadek to Ricky Gervais, znany głównie dzięki ge-ge-genialnej roli w Office, czyli David Brent. Widziałem go też w Extras, serialu realizowanym w podobnym formacie, co Office. I tu David gra praktycznie tak samo, oprócz kilku niuansów psychologicznych postaci. Ale to tu nie razi, bo on nawet ma grać tak samo. Bo to jest właśnie śmieszne. I podobna spawa jest, gdy przybiera on imię Ferdy the Fence w Starduście. Gra tak samo, wygląda tak samo, śmieszy tak samo.
A to już teraz wspomnę o tym nieszczęsnym Johnie Slatterym, czyli Victorze Langu a.k.a. Roger Sterling. Victor Lang w Desperatkach gra rolę drugoplanową, ale kluczową. I podobnie też ma się sprawa w Mad Men; tu także wciela się w drugoplanową postać Szychy. Wygląda dosłownie identycznie. I właśnie przez to wszystko, że jest taki sam, nie ma żadnych problemów z zaakceptowaniem nowej postaci. Bo on może się dla nas nazywać i Victor Lang, jak kto woli. Nadal jednak jest tym samym: ważnym siwuchem w drogim garniturze.
I wisienka na torcie. Największa przemiana serialowa kiedykolwiek. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie David Duchovny to już tylko Hank Moody. Za pomocą jednej brylantowej rólki w Californication, przemienił się z geekowatego Muldera (a pracował nad tą marką 9 lat!) w ponowoczesnego maczo, Hanka.

(ponowoczesne maczo, ale jebnąłem)
Ja z kolei nigdy nie mogłem się nadziwić casusowi Kyle’a MacLachlana. Obsadzenie tego Bogu ducha winnego poczciwca w roli cynicznego gracza, MORDERCY O TWARZY DZIECKA Orsona Van de Campa to najlepsza rzecz jaką wydusili z siebie twórcy, bądź co bądź, obsysających już po samo prącie desperatek.
Sama postać Kyle’a jest też o tyle ciekawa, że jest on jednym z niewielu przypadków, kiedy to aktor wyniesiony do stardomu na dobrą sprawę właśnie jedną rolą serialową w Twin Peaks, całkiem przyzwoicie kontynuuował swoją filmową karierę przez kolejne dwie dekady. Ale to już temat na kolejną notkę.
Będąc już przy Desperate, można wspomnieć też o co prawda znacznie mniejszym kalibrze, ale nadal: Nathanie Fillionie. Gra tam niewielką rólkę ginekologa Adama Mayfaira (swoją drogą wątek tej rodziny jest marny na 102). Sztywnie tam gra i podbnież prezentuje się też w jako kapitan Mal Reynolds w “Firefly”.
No i jak już omawiamy innych, to można powiedzieć o takich dwóch przeciwnych sobie przypadkach. Pierwszy to Vincent Chase z Entourage. Adrian Grenier pasuje do to tej roli nawet i wyglądem. Ale już kiedy przyjął on postać chłopaka Anne w “The Devil Wears Prada”, to nijak tam nie pasował. Patrzyłem na niego i myślę – Vincent Chase. Że jak to on kucharzyna? Przecież on aktor, gwiazda nowego pokolenia! Nie przyzwyczaiłem się do niego przez cały film (na szczęście było go tam mało).
A zupełnie odmienna sprawa jest z Izzie Stevens (Grey’s Anatomy) graną przez Katherine Heigl. Cóż, nie na darmo dostała swoje Emmy, bo we Wpadce zagrała tak, że po 5 minutach zapomniałem, że to Izzie. I oglądałem Alison.