Archiwum Strony 2

Firebrand’s dead, baby.

Firebrand

Gdy pół roku temu powstawał portal telewizyjny z bazą reklam i programem nadawanym on-line, ludzie się cieszyli, a dzieci rodziły się zdrowe. Niestety, po prawie pół roku działalności Firebrand zwija żagle.

Oglądalność malała, ostatnio wahając się w okolicach kilkudziesięciu tysięcy wizyt. Tym samym sponsorzy (m.in. Microsoft, NBC Universal i Ion Network) postanowili wycofać swoje dotacje.

Szumnie antycypowano, że projekt zadziała podobnie jak niegdyś MTV: emitując sprawnie wykonane materiały promocyjne jako kontent, przemieni je w chętnie oglądane materiały zapewniające rozrywkę.

Jak widać, tłuszcza nie załapała proponowanej idei. To jeszcze nie czas, gdzie taka telewizja by wybroniła się na rynku. Nie wiem co zawiniło, ale przed Firebrandem pojawiały się już podobne projekty, które także szybko upadały. Może baza była zbyt uboga (sam się kilka razy srogo zawiodłem)? Czy może potrzebna by była efektywna kampania reklamowa, nawet i w TV? Jakby nie było, myślę, że po prostu to jeszcze nie pora na takie wpajanie telewizji o raczej dość niszowym targecie do przeglądarki (bo nie oszukujmy się - nie ma jeszcze dziś aż tak wielu ludzi, którzy by z własnej woli szukali i oglądali reklam). Może kiedyś, gdy świat pójdzie naprzód, i fuzja internetu z telewizją stanie się rzeczywistością, a nie projekcją w głowie marketingowców.

Dżentelmeni z Pcimia

Pcim
Na przełomie wieków BBC, a u nas wymarła już Wizja 1, nadawały jedną z wielu british sketch comedy - The League of Gentlemen. Akcja ulokowana jest w zapyziałym miasteczku w północnej Anglii, Royston Vasey. Serial u nas znany też jako Pcim Dolny.

I gdy tak czytam oburzeniu tejże mieściny skandaliczną i jawnie obrazoburczą reklamą BZ WBK, to się nie dziwie temu memowi o jej poziomie cywilizacyjnym. Natomiast tekst rzecznika banku, Piotra Gajdzińskiego, iście lolowaty:
Nasza firma posiada charytatywną fundację, która pomaga dzieciom. Być może przekażemy jakąś sumę na rzecz gminy

Royston Vasey

Tak czy owak, kilka dni minęło, a Pcim zmienia taktykę. Teraz chciałby Cleesowi podziękować. Tylko za co? Przecież jeszcze nie tak dawno reklama była najczarniejszym z czarnych PRów świata. Hm, obstawiam, że ktoś im po prostu powiedział, że Cleese to celebrity. I to nawet taka większa od Mroczków.
Oj, Pcimiu, Pcimiu. Kiedy ty dorośniesz?

PS http://youtube.com/watch?v=KSIaa88g8PU

Nie może być tak

Manifa

Pogoda była mniamuśna. Kiedy ostatnie dni było zimne, to dziś słoneczko zaświeciło nad naszymi główkami. Czyż to nie słodkie z jego strony?

Edward Ącki chętnie odpowiadał na pytania.
Poseł “Hąk-Kąg” Gadzinowski skromnie przemieszczał sie w tłumie.
Aneta Krawczyk przemawiała (pff).
Sympatyczne strażniczki pilnowały ładu.
Było tęczowo i czerwono.
Było też tłoczno i głośno.
Pouczano nas, zachęcano, postulowano, żądano, informowano.
Inne zdjęcia: konik, główna platforma, Świętokrzyska.

Wciąż powtarzano, że motywem tegorocznej manify jest Zdrowie. Cóż, ok.
Hm, prowadzący coś tłumu nie porywali. A pod koniec imprezę ukradli/dokręcali młodzi-aktywiści, którzy zabawiali się z jeszcze ostałymi Wszechpolakami.
(Dla uściślenia: to są dwie różne organizacje)

Femin
I love women. I have all their albums
Hank Moody

Samurai Jack (tribute)

Dwa lata temu zmontowałem teledysk z użyciem przygód największego wojownika na świecie, czyli Samuraja Jacka. Zrobiłem go wtedy w WMM z myślą o jednoosobowej publiczności, przez co nie przywiązywałem większej wagi do wyglądu napisów końcowych, które wyglądają teraz trochę gay.

Jack powstał dzięki geniuszowi Genndiego Tartakovskiego i tak naprawdę nie ma na imię Jack. Ma za to na koncie cztery sezony i cztery Emmy. Genndy także zapowiada od dawna pełnometrażowy film, ale niestety tylko na zapowiedziach się kończy.

Oprócz perfekcyjnego montażu, inteligentnego humoru i mądrych alegorycznych historii, najbardziej podoba mi się w Jacku jeden zabieg, który często zostaje niedoceniany przez innych. Otóż Jack wyjątkowo zręcznie wywinął się od problemu pokazywania w Cartoon Network zmasakrowanych ciał i rzezi, jaką po sobie pozostawia jego katana: wrogami samuraja są roboty, które tryskają czarną ropą, a zabite często wybuchają.

Kolejna kwestia, o której trzeba wspomnieć, to niezwykły duch symbolizmu. Wiele postaci i elementów przyrody jest zaprojektowanych ascetycznie, tylko jakby naszkicowanych, ale wyrażajacych esencję ich bytu. Nawet gdy Jack idzie na młodzieżową imprezę techno, to grana muzyka jest kwintesencją narkotycznego rave’u.

No i te ciągłe popkulturowe odniesienia ukryte prawie w każdym odcinku!

Ludzie są

Pie graph

Lubię statystyki, więc wyszedłem pewnego dnia na ulicę popytać.
To była mieszanka surveyu z ankietą z pytaniami o rzeczy oczywiste.
Badanie było piekielnie nieprofesjonalne, bo z góry założoną tezą (ludzie są głupi) i z grupą badawczą o liczebności tylko 30 osób. Wyniki kilku pytań:

63% pytanych kobiet uważa, że tramwaje nie mają żadnego silnika. Ich opinię podziela blisko co czwarty mężczyzna. Zaciekawiło mnie w pewnym momencie więc, co w takiej sytuacji według nich napędza ów nieszczęsny tramwaj. Jedna młoda dziewczyna odpowiedziała, że “po prostu ciągną go te linki”.

Panie zaś zmiażdżyły mężczyzn w wiedzy o owocach. 50% kobiet wskazywało poprawną odpowiedź, a mężczyzn tylko 29%. Dodatkowo 35% z nich twierdziło, że nibyjagoda dyni nie jest owocem, podczas gdy żadna z kobiet tak nie pomyślała.

Tylko 28% respondentów wiedziało, że USA nie posiada wyodrębnionej instytucji premiera. Reszta “nie pamiętała nazwiska” albo wskazywała na różnych ludzi prezydenta, jak Condoleezza Rice. Tu stosunek poprawnych odpowiedzi do błędnych zmniejszał się wraz z wiekiem.

I będąc już przy Anglosasach, to nikt z pytanych nie mógł skojarzyć nad jaką rzeką leży Cambridge. Większość się poddawała, mówiąc, że nie wie. Jedynie młodzi z przedziału wiekowego 18-25 kombinowali z odpowiedzią: że nad żadną, że nad Tamizą, albo że nad Cambridge po prostu.
Cóż, chyba prościej by było nad Cam. Po prostu.

Ugoda (the safety word is “banana”)

Ugoda

Zakończył się wreszcie spór pomiędzy Siegessaeule a właścicielami wizerunków Lolka z Bolkiem. Idąc na ugodę, niemieckie pisemko ma umieścić przeprosiny na łamach polskiej prasy i zapłacić powodom 4000 €.
Oczywiście dla polskiego spadkobiercy, Romana Nehrebeckiego, najważniejsze są przeprosiny. A jak dwa lata temu zżymał się na myśl, że pośrednio Propaguje Homoseksualizm, to tak teraz chodziło tylko o bezprawne użycie rysunkowych postaci.
Niesprawdzone i kłamliwe źródło donosi, że podczas procesu skomlał:
To są jeszcze dzieci! Oszczędźcie chociaż je, błagam!

She’s the serpent who guards the gates of Hell

Nancy i Andy

Jak zapowiadałem w pierwszej notce, rozprawię się teraz z Victorem Langiem. A ściślej, to chodzi mi o różne kreacje tych samych aktorów w różnych serialach.

Największy szok doznałem przy oglądaniu Aniołów w Ameryce, które miałem zaszczyt obejrzeć dopiero po skończeniu trzech sezonów Weeds. I jakież było moje zdumienie, kiedy ujrzałem tam głównych bohaterów Weeds właśnie - Nancy i Andiego Botwinów. I kiedy Mary-Louise Parker wygląda i zachowuje się zawsze tak samo - jakby była naćpana (więc do roli dilerki albo chorej psychicznie idealnie), to Andy Botwin nagle przemienił się z glupiego wujaszka dyskutującego o nazwie miejsca między dupą a jajami w konającego na AIDS Priora Waltera, mesjasza. Powiem szczerze, do ich nowych ról przyzwyczaiłem się po piątym odcinku. Seria ma sześć.

Kolejny przypadek to Ricky Gervais, znany głównie dzięki ge-ge-genialnej roli w Office, czyli David Brent. Widziałem go też w Extras, serialu realizowanym w podobnym formacie, co Office. I tu David gra praktycznie tak samo, oprócz kilku niuansów psychologicznych postaci. Ale to tu nie razi, bo on nawet ma grać tak samo. Bo to jest właśnie śmieszne. I podobna spawa jest, gdy przybiera on imię Ferdy the Fence w Starduście. Gra tak samo, wygląda tak samo, śmieszy tak samo.

A to już teraz wspomnę o tym nieszczęsnym Johnie Slatterym, czyli Victorze Langu a.k.a. Roger Sterling. Victor Lang w Desperatkach gra rolę drugoplanową, ale kluczową. I podobnie też ma się sprawa w Mad Men; tu także wciela się w drugoplanową postać Szychy. Wygląda dosłownie identycznie. I właśnie przez to wszystko, że jest taki sam, nie ma żadnych problemów z zaakceptowaniem nowej postaci. Bo on może się dla nas nazywać i Victor Lang, jak kto woli. Nadal jednak jest tym samym: ważnym siwuchem w drogim garniturze.

I wisienka na torcie. Największa przemiana serialowa kiedykolwiek. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie David Duchovny to już tylko Hank Moody. Za pomocą jednej brylantowej rólki w Californication, przemienił się z geekowatego Muldera (a pracował nad tą marką 9 lat!) w ponowoczesnego maczo, Hanka.

Hank Moody

(ponowoczesne maczo, ale jebnąłem)

Tubadwa

Byłem, to też się pochwalę! A mowa oczywiście o Tubie 2.0 zogranizowanej przez mediafuna (człowieka) i artegence (agencję). Na pierwszej, dziewiczej tubie także byłem i naprawdę nie mam pojęcia, co by mogło mnie powstrzymać przed przyjściem, bo wtedy i horda wirusów uformowana w drut kolczasty w moim gardle na nic się zdała. Pamiętam, pięć minut zbierałem energię aby przełamać barierę bólu i wyszeptać: bilet… na… tubę… poproszę. Tym razem zaś urocza pani kasjerka była zadziwiona moją numeracją. No bo ja człowiek czasami niezbyt wprawny w kontaktach społecznych i luzu nie załapałem. I tak poprosiłem z formalna o bilet na “tube-dwa-zero”. A pani na to: Dwa zero? Jak to dwa-zero?
Do rzeczy jednak. Organizacja oczywiście świetna. I nawet nagrodę wygrałem :) (dzięki improwizowanej prowizorycznej wizytówce, którą aż wstyd było wrzucać do szkatułki, ale czego się nie robi dla hazardu). A jak i chyba większości, najbardziej podobało mi się wystąpienie Marcina Gaworskiego i Joanny Borowskiej. Po prostu świetnie przeprowadzona prezentacja bardzo dobrej kampanii. I ten patos przy podsumowaniu akcji! I pani Bożenka! Och, moja Bożyszczka! (tak, specjalnie nie wspomniałem o usterkach z dźwiękiem ;)

Kejsu (że sie już tak wczuję) Adama Wysockiego nie znałem, tak że się trochę dowiedziałem. Tylko hm. Trochę robione były widły z igły. Że ok, blog się udał, ale żeby od razu podkreślać na czerwono liczbę 100 komentarzy? I zaokrąglać sobie liczby o 70tys. do góry? ;)

Film prezentowany przez Katarzynę Dragović ciekawy. Czasem ciut za dużo łopatologii w nim było (stałe powtarzanie słowa “marka” - OK, załapałem!). Ale jak już się czepiamy głupot, to z drugiej strony Pan Młody Student-Aktywista, który odbierał nagrodę MTV przesłodki ;) Dobra, do filmu jednak. Mocny w przekazie przez to, że może większość z nas sobie gdzieś w duchu zdawała sprawę z Potęgi marketingu, ale to właśnie było gdzieś schowane w jakimś tam duchu. A film to z nas wyciągnął i przedstawił naszej świadomości.

Zawiodłem się natomiast wystąpieniem Mariusza Woźnickiego. Ale nie dlatego, że było jakieś koszmarne, nie. Po prostu oczekiwałem o wiele więcej (zwłaszcza, że temat dla mnie bardzo ciekawy). Oczekiwałem, oczekiwałem, a dostałem praktycznie czystą teorię - wyjaśnienie (w formie recytacji slajdów), co to jest marketing szeptany i że spam-buzz jest fe. No ok, etyka to ważny element szeptanki, ale halo, to nie jedyne kryterium “szemraności”.
No i argumentum ad cośtamum - uprzedzenie “prezentacja będzie nudna” wcale nie usprawiedliwia prowadzącego. Nikt mu tej prezentacji nie zarzucił.

Br, ale się szaro na koniec się zrobiło. Aha, i zauważyłem, że było nawet relatywnie sporo wolnych miejsc na sali, a ponoć wielu trzeba było odmówić zaproszenia. Trzeba by coś z tym fantem zrobić, skoro na Tubę taki popyt ;)

Mad Men

Na początek może wyjaśnię, skąd ukradłem logo. Bo wielu pewnie wie, ale i wielu nie wie. I tak więc jest ono z póki-co-wyśmienitego serialu Mad Men, wyświetlanego w stacji AMC. A wyśmienitego tylko póki-co, bo póki co to oglądałem ino cztery odcinki (na w sumie trzynaście). Jak będzie dalej, to nie wiem. Przecież nie dooglądałem.

Serial jest o pracy i pracownikach agencji reklamowej z Manhattanu lat 60. No i jak to w latach 60., i do tego w środowisku przepełnionym mężczyznami, dominuje tu dym papierosowy, whiskey i łapanie kobiet za tyłki.

Protonem jest Don Draper, który na dzisiejsze jest kutasem, ale wtedy mężczyznom było wolno, więc jest po prostu wybitnym dyrektorem kreatywnym. Jego sekretareczką jest Elisabeth Moss (ta poparzona z “Girl, Interrupted”). A jego szefem zaś nie kto inny, jak Victor Lang, który wcale swoją Victorowością nie razi, ale o tym szerzej to już w innej notce.

« Poprzednia stronaNastępna strona »